Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady” | POMF

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Paronama czyli Wanda na Aldebaranie 2

„Towarzysz Szopo” wyszedł z nadprzestrzeni. Z mostka doskonale widać było Aldebaran w całej okazałości; ten czerwony olbrzym robił na wszystkich ogromne wrażenie. Wtem, na stanowisku radarowym rozległ się niepokojący dźwięk wykrycia obcego obiektu. Oficer radarowy meldował:
- Obywatelu komandorze, niezidentyfikowana jednostka na namiarze 350, prędkość 60, odległość 103 mile. Wygląda na coś dużego komandorze.
- Jak to „niezidentyfikowana jednostka”?! TUTAJ?! Przecież tutaj nic nie ma. Sprawdźcie no poruczniku czy to przypadkiem nie jakiś pieprzony meteor – rozkazał Bajber.
- Tak jest obywatelu komandorze! – odparł oficer radarowy. Po minucie wszystko było jasne:
- Na obiekcie wykryto formy życia. To nie jest meteoryt ponieważ zygzakuje.
- To nasza jednostka? – żywo spytał komandor Klakson.
- Nie komandorze, to nie jest nasz okręt. Szczerze mówiąc, to nie jest okręt żadnej znanej nam klasy, a mam stuprocentową pewność że jest to okręt a nie meteor, obywatelu komandorze – odparł oficer radarowy.
- Ja pierdole, skąd tu jakiś obcy okręt?! Ech... Ogłosić alarm bojowy, wszyscy na swoje stanowiska bojowe! Uaktywnić też bojowe osłony betonowe, na razie na poziomie 50% - rozkazywał szybko Bajber.

Po pokładzie „Towarzysza Szopo” rozległ się dźwięk syreny alarmowej. Załoga w tempie ekspresowym przygotowywała się do walki – godziny ćwiczeń nie poszły na marne. Zakładano betonowe kombinezony przeciwpożarowe, buty oraz hełmy. Wszelkie przewody paliwowe wypełniono gazem obojętnym, usunięto elementy które w czasie walki mogłyby popękać lub się stłuc, co mogłoby ranić załogę. Marynarze zajmowali stanowiska, podniecenie ogarniało wszystkich. Przecież pierwszy raz szli w bój, przynajmniej tak im się wydawało. Komandor Bajber w duchu liczył jednak na to, że uda się wywinąć i wymanewrować obcy obiekt. Są tutaj tylko z misją naukową, poza tym przeciwnik jeszcze ich nie wykrył.
- Spróbujmy się schować za Aldebaranem B, może nas nie wykryją. Kurs 043, pełna naprzód! – rozkazał dowódca.
- Tak jest, obywatelu komandorze!
Kolejny niepokojący dźwięk przebiegł po mostku. Tym razem było to ze stanowiska łączności. Oficer meldował:
- Komandorze, przechwyciliśmy wrogi meldunek! Pierwszy raz coś takiego widzę, ale może to z powodu mojego niedoświadczenia...
- Spokojnie kapitanie, pokażcie co tu macie – odparł Lucjan. Kapitan podał mu przechwycony meldunek. Do Bajbera podszedł Klakson, też chciał zobaczyć co to jest.
- Zbhrw sahrh kkra... Maurycy, co to kurwa jest?! – Bajberowi omal oczy nie wyszły z orbit. Pierwszy oficer, którego twarz wyraźnie pobladła, łamiącym się głosem odparł:
- Nie mam kurwa zielonego pojęcia. Nie wiem jak ty, ale ja bym stąd w te pędy spierdalał.
- Komandorze, zostaliśmy namierzeni przez obcy obiekt! – krzyknął nagle oficer radarowy.
- Poruczniku Brzdyn, proszę śledzić na bieżąco wykrytą jednostkę i namiary przekazywać bezzwłocznie do centrali kierowania ogniem – rozkazał Bajber – Cekao? Tutaj dowódca! Zaraz otrzymacie namiary na wrogą prawdopodobnie jednostkę. Macie wycelować wszystkie działa plazmy betonowej na ów obiekt, pierwsza salwa na mój rozkaz, potem strzelać bez rozkazu. Przygotować też wyrzutnie torped protonowo-betonowych, podać koordynaty celu i czekać na mój rozkaz!
- Tak jest obywatelu komandorze, zrozumiałem obywatelu komandorze – odparł oficer kierowania ogniem.
- Dobrze! Oficer nawigacyjny! Proszę przygotować okręt do powrotu na korytarz czasoprzestrzenny, spadamy stąd. Łączność! Czy mamy już kontakt z bazą?
- Nie obywatelu komandorze, ale cały czas staramy się go nawiązać. Jak tylko się uda niezwłocznie powiadomię komandora – meldował oficer łączności.
- Dobrze. Zobaczmy zatem co ten skurwysyn zrobi...

- KOMANDORZE! – histerycznie krzyknął oficer radarowy – Strzelają do nas! Dwa granaty na namiarze 350!!!
- SZYBKO! Wychylenie maks na prawą burtę, szybko! Osłony na pełną moc! – rozkazywał Bajber – Cekao? Przygotować się do otwarcia ognia na mój sygnał. Uwaga, pal!
Okrętem wstrząsnęło, „Towarzysz Szopo” szedł do walki. W tym momencie dało się słyszeć głuche wybuchy blisko okrętu. To rozerwała się pierwsza salwa przeciwnika, niecelna. Bajber znał ten odgłos, nie miał wątpliwości – granaty bitumiczne. Wróg strzelał jonizowanym asfaltem, największym zagrożeniem dla osłon betonowych.
- Komandorze! Kolejne granaty! – meldował oficer radarowy.
- NO I CHUJ! To normalne, że kolejne lecą. Nawigator! Ostro zygzakować, przyjąć kurs na korytarz powrotny! – krzyczał Bajber – CENTRALA!!! Czemu nie strzelacie... Co kurwa?! Czekać na mój rozkaz?! A jak nas trafi salwa to nic nie będzie! Namiary macie, walić bez rozkazu!!! Tylko działa, torpedy na później. WYKONAĆ!!! – ryczał dowódca.
- Komandorze! – znowu słychać było oficera radarowego – Wykryto kolejne dwie jednostki, namierzyły już nas. Namiar 345, prędkość 80, odległość 134 mile!
- Spierdalamy stąd, nie ma czego tu szukać. Nawigator! Jak korytarz?!
- Za pięć minut będziemy mieli wyliczenie!
- Dobrze! Pięć minut wytrzymamy. Łączność?! Jest kontakt?!
- Tak obywatelu komandorze!
- Doskonale. Przekazać meldunek: „Towarzysz Szopo planowo wyszedł koło Aldebaranu. Przy wyjściu z korytarza wykryliśmy najpierw jedną niezidentyfikowaną jednostkę. Wykryty cel otworzył do nas ogień. Odpowiedzieliśmy tym samym. Wykryliśmy potem dwie kolejne jednostki. Wobec ewidentnej przewagi wroga wycofuję się z terenu. BAJBER”.
- Tak jest komandorze!
- Wysłać też przechwycone meldunki wroga, niech technicy rozszyfrują co to jest.
- Tak jest!

Nagle ogromny wstrząs targnął krążownikiem. Ludzie poupadali, pospadały też kubki i inne przedmioty ze stołów. Bajber nie miał wątpliwości – trafienie!
- Komandorze Klakson! Meldować o uszkodzeniach – rozkazał Bajber. W Gwiezdnej Flocie panował niepisany rozdział obowiązków – w czasie starcia dowódca okrętu kierował walką, natomiast pierwszy oficer stale nadzorował poziom zniszczeń i uszkodzeń i w razie czego wysyłał ekipy ratunkowe.
- Nie jest dobrze. Granat rozerwał się koło generatora osłony, mamy 3 zabitych i paru rannych. Poziom osłon spada! – meldował pierwszy oficer.
- NAWIGATOR! – ryknął Lucjan – Kiedy będą obliczenia na korytarz?
- Trudno określić komandorze. To stałe zygzakowanie sprawia, że komputer wariuje. Potrzebuję chwili na prostym kursie, żeby dobrze obliczyć wszystko.
- Teraz mi o tym mówicie?! To czemu mi wcześniej zamydlaliście?!
- Myślałem, że obywatel komandor to wie...
- SŁUCHAM?! Dobra, teraz nie ma czasu na pierdoły. Ustaw okręt w takim razie tak, żeby było dobrze, zrozumiano?!

Kolejny wstrząs targnął „Towarzyszem Szopo”. Był znacznie silniejszy niż poprzedni, oznaczało to że otrzymali kilkukrotne trafienie.
- Jak stan osłon?! – krzyczał Bajber.
- Tracimy je komandorze! Obawiam się, że... – głos Klaksona zagłuszył kolejny huk trafienia.
- Gdzie to?!
- Druga maszynownia, ale na razie nie tracimy prędkości.
- KOMANDORZE! – wykrzyknął oficer radarowy – Kolejne jednostki namierzone. Wygląda na to, że wpakowaliśmy się na jakąś całą obcą flotę!
- Dobra, tu nie ma co myśleć, tu trzeba spierdalać. Nawigator! Kiedy obliczenia, jak będziemy tak dalej dostojnie sunąć to nas kompletnie rozwalą!!!
- Chwileczkę, jeszcze momencik. Już prawie mam...
- Okej!!! – wykrzyknął Bajber – Cekao?! Pal torpedami to wykrytych celów, walić wszystkimi na raz!!! WYKONAĆ!!!
- Tak jest! – odpowiedział głos w głośniku. Sytuacja zaczynała się robić nieprzyjemna. Kolejny wstrząs oznaczający trafienie wyraźnie zaniepokoił Lucjana. Pochodził wyraźnie ze strony generatora osłon, widać walili specjalnie w niego. Ale skąd mogli wiedzieć gdzie on się znajduje? W ogóle kto to był?

- Mam koordynaty korytarza!!! – wykrzyknął w końcu nawigator. Po mostku przeszedł wyraźny odgłos ulgi.
- Doskonale!!! Załoga, spadamy stąd!!!
- Poczekaj! – krzyknął komandor Klakson – Skoro już tu dotarliśmy to wypuśćmy chociaż sondę badawczą, żeby monitorowała obszar. Po coś tutaj przylecieliśmy, może dostarczy nam jakichś ciekawych informacji...
- Niegłupi pomysł w sumie, dziwne że na niego nie wpadłem... – odparł Bajber – Dobrze! Wystrzelić sondę!
Z luku krążownika wynurzyła się sonda najnowszego typu „Wiking Byg-Doszcz 13”. Było to cudowne dziecko inżynierów z Politechniki Precelkhandzkiej, ogromny zasięg nadajnika i absolutna niewykrywalność czyniła z niej doskonałe oczy i uszy floty.
- Sonda wystrzelona! – zameldował ktoś na mostku.
- Dobra, teraz już na dobre spadamy...

„Towarzysz Szopo” zagiął czasoprzestrzeń i wszedł w korytarz. Komandor Lucjan Bajber usiadł z ulgą w swoim fotelu dowódcy. Jedna rzecz jednak nie dawała mu spokoju – czy przeciwnik wykryje w którą stronę polecieli...

Metadane
autor: Michał Czarnecki
data: 11 sierpnia 2009 r.
link: Wandea Ludu: 2