Paronama czyli Wanda na Aldebaranie 1
Komandor Lucjan Bajber stał wyprostowany przy swoim fotelu. Jego wzrok lustrował całe stanowisko dowodzenia. Wszędzie widział tych młodych, niedoświadczonych marynarzy. W głębi serca, jako stary wyga, czuł niepewność jak zachowają się w sytuacji ekstremalnej...
Lucjan Bajber był stosunkowo wysokim i wysportowanym mężczyzną po czterdziestce. Niedawno otrzymał dowodzenie tym okrętem. Wcześniej służył na krążownikach kosmicznych typu „Liebknecht”, gdzie dał się poznać jako stanowczy oficer. Wszędzie zbierał dobre oceny, było już o nim głośno nawet na samej górze. Dlatego to jego wytypowano na dowódcę najnowszego okrętu Gwiezdnej Floty. Komandor Bajber nie mógł uwierzyć własnemu szczęściu – być dowódcą krążownika?! I to od razu z ulepszonego typu „Walter Ulbricht”?! Łzy ciekły mu po policzku kiedy Pierwsza Dama rozbijała 0,5 litra wódki o burtę okrętu. Powyżej prężyły się piękne złote litery – „Towarzysz Szopo”.
Teraz stał na mostku i wspominał ten piękny dzień. Zawsze wracał do niego kiedy chciał sobie poprawić humor. Nazwa okrętu wyryła mu się w mózgu. „Towarzysz Szopo” – jak to brzmi! Przed spaniem bawił się często tą nazwą. Rozbierał ją na sylaby, potem na głoski, w końcu na same litery. Przestawiał je, kombinował nimi, ale zawsze wracał do początku. „Towarzysz Szopo, TOWARZYSZ SZOPO, Szopo Towarzysz” powtarzał często. Nie mógł doczekać się pierwszej wyprawy. Nie przewidział jednak paru problemów - trzeba było między innymi skompletować załogę. Bajber chciał dobrać obsadę spośród doświadczonych marynarzy z innych okrętów. Kwatera Główna zdecydowała inaczej – dostanie młodych prosto z Akademii. Młodych i nieopierzonych, którzy zaliczyli tylko loty na szkoleniowych niszczycielach klasy „Doktor Kedar”. Pozwolono mu jedynie dobrać sobie pierwszego oficera. Jego wybór padł na komandora porucznika Maurycego Klaksona.
Klaksona znał jeszcze z podstawówki, potem razem studiowali filozofię na Politechnice Precelkhandzkiej. Siedząc kiedyś w jednej ławce na ćwiczeniach z dialektyki uznali, że w dupie maja studia. Opuścili je błyskawicznie i wbrew woli rodziców zgłosili się do Gwiezdnej Floty. Tutaj ich drogi się rozeszły. Maurycy poszedł na wydział saperski, Lucjan na nawigację. Maurycy był prymusem, Lucjan alkoholikiem. Nadal się spotykali ale coraz rzadziej. Nie mieli już o czym rozmawiać. W końcu ,gdy ukończyli akademię, każdy poszedł w swoją stronę. Maurycy został na ziemi, Lucjan szybował w niebiosach. Klakson nie opierał się kiedy otrzymał propozycję zostania pierwszym oficerem. Sytuacja na Ziemi robiła się gorąca dla niego. Wypadł z łask swojego dowódcy, ponadto padły oskarżenia o heteroseksualizm. Musiał uciekać w przestworza. Był wdzięczny Lucjanowi.
„Towarzysz Szopo” stał przycumowany do bazy na orbicie Księżyca. Za niedługo miał ruszać w swoją pierwszą misję i to od razu jaką! Rozkaz wydał sam Mandragor Khand – „Towarzysz Szopo ruszy w kierunku sektora A328z w celu zbadania obszaru; spodziewany jest pełny sukces operacyjny”. Laikowi sektor A328z niewiele mówił. Ale dla wytrawnego oficera literki i cyferki układały się w głowie w jedną nazwę – ALDEBARAN! Bajber omal nie umarł kiedy przeczytał ten rozkaz. W te strony nie zapuszczał się jeszcze żaden okręt. A teraz, on i jego załoga, jego „Towarzysz Szopo” mieli tam lecieć. MIELI BYĆ PIERWSI.
- Załoga! Na stanowiska. Przygotować się do odcumowania – wydawał rozkazy Bajber.
- Tutaj baza. Szopo masz pozwolenie na odbicie. Powodzenia, wróćcie cali!
- Poruczniku! – rzucił Lucjan w stronę oficera prowadzącego krążownik; nadal nie pamiętał ich nazwisk – Rozpocząć procedurę startu!
- Tak jest! – odparł porucznik. Na mostku pojawił się Maurycy Klakson.
- Obywatelu komandorze, proszę o pozwolenie na wejście na mostek – zapytał przepisowo komandor Klakson.
- Zezwalam. Witam obywatelu Klakson! Dobrze, wychodzimy z bazy!
- Komandorze, jest przekaz z Ziemi!
- Dać na wyświetlacze ciekłobetonowe – zadecydował dowódca. Na ekranach pojawiła się twarz Khanda. Życzył on całej załodze powodzenia i powiedział, że żywo interesuje się przebiegiem wyprawy. Dodało to niesamowicie otuchy załodze.
- Dobrze. Kapitanie ! – zwrócił się do oficera łączności – Chcę przemówić do załogi przez głośniki!
- Tak jest komandorze, proszę obywatelu komandorze!
- Załogo, tutaj dowódca – mówił Bajber przez mikrofon – Ruszamy właśnie w kierunku Aldebaranu. Nie muszę zaznaczać jak istotna jest to misja, skoro zlecił nam ją sam Khand. Od każdego załoganta wymaga się maksimum zaangażowania, liczę na to że każdy da z siebie wszystko. Powodzenia!!!
Przez cały krążownik przeszło gromkie „Hurra!”. „Towarzysz Szopo” dostojnie wysunął się z objęć Bazy Kosmicznej „Księżyc Żenada 4” i powoli ruszył w kierunku korytarza nadświetlnego. W tym momencie należało przeprowadzić test wszystkich systemów.
- Sprawdźmy zatem czy wszystko działa. Obywatelu komandorze Klakson, będziecie koordynować test! – rozkazał Bajber.
- Tak jest!
- Dobrze. Działa plazmy betonowej?
- Działają.
- Wyrzutnie torped protonowo-betonowych?
- Sprawne.
- Osłony przednie i tylne?
- Sprawne.
- Wyrzutnia celów pozornych?
- Sprawna.
- Dobrze. Baza, tutaj Szopo. Czy mamy wolny korytarz? – spytał fonią komandor Bajber.
- Czyściutenki. Szerokiej drogi!
- Dobrze. Objąć kurs na Aldebaran! Ruszamy!!!
Silniki plazmowe zakrzywiły czasoprzestrzeń – „Towarzysz Szopo” sunął na Aldebaran.
Metadane
autor: Michał Czarnecki
data: 10 sierpnia 2009 r.
link: Wandea Ludu: 1