Jądro w Ciemności 1.5
- Yyy... Dzień dobry... No więc mam problem...
- Co jest?! Kim ty jesteś?! To prywatna częstotliwość!
- Tutaj Misio. Mam problem.
- Aaa witamy witamy... Strach do dupy zajrzał to się zgłaszamy?
- Zamknij łeb. Mam problem.
- No no, co tak ostro? Spokojnie, powoli, po co się spieszyć?
- No więc, rozbili mi oddział. Jednej nocy. Prawie wszyscy zgineli,
tylko kilkoro poszło do niewoli, ale pewno oni też już nie żyją.
Chodzi mi o to, że w Górach Kocich jestem już spalony. Potrzebuje
transportu.
- No koleś, to masz faktycznie problem. A gdzie ten transport?
- W okolice Czekan. Tam mam kilku znajomych, zrobimy nową bandę.
- To trochę daleko.
- Na piechotę nie dojdę, bo mnie złapią i kaplica. A jechać nie ma
jak, bo na drogach kontrole.
- Ale tam się kręci dużo wojska.
- No to tym lepiej. Zwiążemy duże oddziały, a w innych częściach kraju
walka będzie się toczyć.
- No ok. Zmieniłeś się trochę...
- Cicho. Na razie.
Rzeczywiście Misio trochę się zmienił. Nie był już tak pewny siebie. Nadal miał wolę walki. Choć teraz myślał trochę mniej egoistycznie niż wcześniej. Ciągle palił papierosy i ssał dropsy miętowe. Jednak nie były to już jego ulubione "Miętowe mocne". Skończyły się mu zapasy tego boskiego pokarmu. Zostały mu tylko tropicańskie "Mintos Bravos", które były całkiem znośne i obleśne scholandzkie "Das Drops", które z miętą nie miały wiele wspólnego.
Centrala "agentów z dupy" poinformowała go, że łącznik o pseudonimie "Katarzyna" spotka się z nim koło wsi Gnojnik koło Athos, celem przekazania bliższych informacji. Misio miał już wcześniej spotkać się z "Katarzyną na bis" ale uznał, że nie jest mu to potrzebne. Wiedział, że musi schować swoją dumę do kieszeni i póki co działać tak jak Centrala mu będzie kazała. Ale potem... "Potem to mi mogą pociągnąć" myślał sobie w duchu i śmiał się z tego za każdym razem. Straszne przeżycia nie odebrały mu jego specyficznego poczucia humoru.
Punkt kontaktowy był zlokalizowany w stodole. Misio miał wejść, puścić trzy rzy bąka i powiedzieć: "Ależ tu wali !". Łącznik miał odpowiedzieć: "No bo jak się nie myjesz...". Misio uważał to za niedorzeczność. Nie można było poprostu wejść i się przejść do rzeczy? No ale to nie on służył w wywiadzie. I cieszył się z tego, bo musiałby się bardzo męczyć z tymi idiotami. Przynajmniej on tak uważał. Kiedy jechał na praktyki do Szkolina, na Wydział Parapsychologii, na Uniwersytecie Królewskim, wywiad chciał go zwerbować. Ale powiedział "żeby spierdalali". A jechał na te praktyki jako student II roku historii, żeby przekonać się, że są jeszcze więksi idioci niż studenci matematyki teoretycznej. Sposób nauczania akademickiego w tym czasie w Sarmacji był dość specyficzny.
Noc była ciemna. Na niebie wisiała gęsta warstwa chmur, idealna aura
do skradania się. Ale Misio miał to gdzieś. Dziarsko przedefilował
przez wieś z karabinem na ramieniu i skręcił w stronę umówionej
stodoły. Nie mogąc otworzyć drzwi odstrzelił zamek. Wszyskto
oczywiście w konspiracji. Drzwi otworzył potężnym kopniakiem, tak jak
to miał w zwyczaju i wbiegł z karabinem gotowym do strzału. Teraz
leżąc gdzieś w sianie zaczął pierdzieć rękami. Tą ciekawą umiejętność
nabył w szkole podstawowej na lekcjach chemii. Nie przypuszczał, że
kiedyś mu jeszcze się przyda. Po umówionych trzech bączkach, krzyknął:
- Ale tu je... wali !
- No bo jak się nie myjesz... - brzmiała odpowiedź.
- Szkoda - Misio miał dzisiaj wielką ochotę sobie postrzelać.
- Żeś to kurwa bardzo po cichu zrobił - odpowiedział głos. Misio nie
widział dobrze postaci. W cieniu zauważył tylko jej zarys. Po głosie
poznał, że była to kobieta.
- No no no... O to słynny komendant Misio... Ciekawe miejsce na
spotkanie - z cienia wyłoniła się postać łącznika. Była to młoda
dziewczyna, o włosach blond upiętych w kitkę. Miała może z metr
siedemdziesiąt pięć wzrostu. Była niższa niż Misio.
- Wspaniale... No to dawaj informacje słońce.
- Spokojnie. Sprawa wygląda tak. Ponieważ tutaj nigdzie nie wyląduje
samolot, musimy się dostać w okolice Feru i dopiero stamtąd próbować.
- Co?! To jest ten niby ekstra plan? To jest jakaś kpina...
- Oj problemy wojenne... - tłumaczył się łącznik - Na piechotę zajmie
nam to z tydzień.
- No dobra... Ważne żeby dotrzeć na to lotnisko... Fer... Cóż za
posrana logika...
- Oj weź zamknij się, bo nie mogę Cię słuchać - odpowiedziała
"Katarzyna na bis" jak sobie nazwał łącznika Misio. Zaskoczyła go ta
odpowiedź. Ale miło. Szykował się wspaniały tydzień...
Metadane
autor: Michał Czarnecki
data: 24 sierpnia 2006 r.
link: wandea