Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady” | POMF

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Jądro w Ciemności 1.12

Jądro w ciemności vol. 12 - "A u was biją Murzynów, czyli przepraszam czy to Mława?"

Po prawie miesięcznej przerwie Misio powraca ! A wraz z nim kolejne przygody nieustraszonego bojownika o wolność waszą i jego. Tytuł odcinka to "A u was biją Murzynów, czyli przepraszam czy to Mława?"

Był to ciepły maj 1947 roku. Misio już dawno odłożył broń i powrócił do zwykłego życia. Odbudował swój dom, który został de facto zniszczony przez niego samego. Tak tak, było to podczas szturmu Musztardowa. Misio kazał położyć ogień artyleryjski na dwór, który był własnością jego rodziny. Ironia losu...

Ponieważ jego rodzice nie żyli, był on ostatnim przedstawicielem swojego rodu na Ziemi. Wszystkie posiadłości rodzinne przeszły na niego. Pola które przypadły mu w spadku Misio sprzedał lub rozdał - nie miał zamiaru powracać do rolniczego życia. Dwór zaś był wystarczająco duży, aby założyć w nim pensjonat. Wielu ludzi wracając z wygnania do Czekan lub Grodziska zatrzymywała się na noc u niego. Dużych pieniędzy z tego nie było, ale wystarczało na przeżycie. Misio zakładał, że kiedy już wyjdzie na prostą to zostanie nauczycielem historii w wiejskiej szkole. Wszakże był to jego wyuczony zawód i z uzyskanej wiedzy warto byłoby skorzystać.

Misio otrzymywał też rentę powojenną, od SAL i KSZ jednocześnie. Po zakończeniu konfliktu został awansowany do stopnia pułkownika KSZ i przeniesiony do rezerwy, oraz otrzymał stopień SALowskiego porucznika. Nie były to wielkie pieniądze, ale wystarczyły na odbudowę dworu i rozpędzenie interesu.

Cała ta sielanka skończyła się właśnie w maju 1947 roku. Do drzwi pensjonatu zapukało dwóch smutnych panów. Byli ubrani w popielate prochowce, mieli na głowach ciemne kapelusze, można było z daleka rozpoznać, że to tajniacy. Misio otworzył drzwi:
- Dzień dobry panom ! W czym mogę służyć? - zapytał na przywitanie. - Pułkownik Meisnerowicz Jan? - zapytał jeden z dwóch smutnych gości. Misio wiedział, że będą problemy. Od dawna nikt tak się nie zwracał do niego.
- Tak, słucham? - rzucił poddenerwowany Misio. W głowie obmyślał już plan jakby się pozbyć dwóch tajniaków.
- Otóż Prokuratura Wojskowa w Grodzisku wydała nakaz aresztowania Pana pod zaruztem kolaboracji, szpiegostwa i zdrady stanu. Przyszliśmy po Was.
Misio zdębiał. On, bohater wojenny, odznaczony i awansowany przez samego Księcia, jest niby zdrajcą i szpiegiem?
- Dobrze Panowie. Spodziewałem się tego. Wejdźcie, a ja wezmę swoją walizkę i pojedziemy.

Tajniacy skorzystali z uprzejmego zaproszenia i weszli. Rozgościli się w salonie i zapalili papierosy. Misio zaś poszedł do swojego pokoju. Początkowo był zaskoczony, teraz jednak gniew uderzył mu do głowy. Odnalazł swojego tommyguna, sprawdził magazynek i wziął sprawiedliwość w swoje ręce. Tajniacy nie zdążyli nawet zareagować. Seria posłała ich do wieczności. Misio stał się teraz banitą, renegatem wyjętym z pod prawa. Po raz kolejny w swoim życiu musiał się kryć i uciekać. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy to swojego plecaka. Ubrał się odpowiednio, wziął hełm, amunicję i broń. Był gotowy do drogi. Zanim wyruszył wyrzucił lokatorów z pensjonatu, po czym używając benzyny puścił z dymem cały dworek. Postanowił uciec na południe, do komunistów.

Misio dotarł do Sarmackiej Republiki Socjalistycznej po dwóch tygodniach marszu. Przemierzał lasy, pola, wielokrotnie krył się przed żandarmami. Nie wiedział, czy ktoś go ściga, czy nie. Był teraz teoretycznie w innym kraju, jednak nadal była to Sarmacja. Jako porucznik SAL-u czuł się tu bezpiecznie. Postanowił pójść do delegatury komunistycznej armii w pierwszej lepszej wsi. Trafił do miejscowości Klepków. Tamtejsza siedziba oddziału SAL-u mieściła się na dawnej plebani. Misio wyglądał dość egzotycznie w swoim leśnym mundurze i hełmie. Wzbudził pewien popłoch wśród wieśniaków, gdy pojawił się na głównej drodze we wsi. On jednak nie myślał o tym specjalnie...

Biuro komendanta było urządzone w stylu socrealistycznym. Na ścianach wisiały portrety Lenina, Wandy i innych komunistycznych "świętych". Misio okazał papiery poświadczające, iż jest on porucznikiem SAL-u. Komendant, starszy łysy pan, który do szczupłych nie należał, wytężył wzrok czytając dokumenty. Po chwili wyciągnął okulary i na głos zaczął czytać. Gdy skończył spojrzał na Misia z wyrazem wyższości:
- No wiecie... Prawo się zmieniło od czasu wojny... Zaraz zadzwonię gdzie trzeba i sprawdzimy, czy jesteście tym za kogo się podajecie, towarzyszu.
- Oczywiście, to nie jest żaden problem - odparł przyjacielsko Misio. Gruby komendant wykonał telefon, a w zasadzie kilka. Po ok. 15 minutach dzwonienia wszystko było już jasne.
- Towarzysz Meisnerowicz Jan, jak mniemam? - zapytał oschłym tonem oficer.
- Tak. We własnej osobie - odpowiedział mu Misio. Wiedział, że znów będą kłopoty.
- Cóż towarzyszu... Nie powiedzieliście nam, że jesteście też pułkownikiem faszystowskiej Książęcej Siły Zbrojnej. Ponadto przed wojną byliście ponoć obszarnikiem.
- Słucham?! No to jest kurwa nonsens jakiś!
- Tak jest w papierach... Cóż towarzyszu... Według naszego prawa jesteście wrogiem ludu. Ale w zamian za zasługi położone we wspólnej walce z okupantem pozwolimy bezpiecznie opuścić kraj. Baridas?
- Absurd panie, absurd... Pan żartuje prawda?!
- Nie. Mówię całkiem poważnie towarzyszu...
- Jaa pierdole...

Misio chciał wyć z rozpaczy. Jego ukochana ojczyzna wypięła się na niego... To nie tak miało wyglądać...

Metadane
autor: Michał Czarnecki
data: 4 października 2006 r.
link: wandea