Piotr Khand - Świecki Aborcjusz i Eutanazy
Świecki Aborcjusz i Eutanazy
Moda na wandoblogi rozpoczęta. Przeto i ja postanowiłem sprawić sobie swojego. Logo powyżej przedstawia pomnik przyjaźni radziecko-mongolskiej. Jotpega przysłał mi Lord Wander. A że o Wanderze mowa - to ostatnio popełnił on artykuł traktujący o eutanazji. Ponieważ replika wymaga dłuższej formy, a przykład dał nam Jego Miłościwa Wysokość publikując dość regularnie riposty w Sami Wiecie Czym zatem...
Są dwie sprawy w Polsce, o których dyskusja centralnie mnie wkurwia. Pierwszą jest eutanazja, drugą aborcja.
Wkurwia, bo zastępami rycerzy rzucanymi na pierwszy front walki ideologicznej są osoby, których sprawa dotyczy dość skąpo. Na placu boju stają zatem uzbrojone w nienawiść sześćdziesięciopięcioletnie czeladniczki Zakonu Maryi. Z kolei Zakon Tolerancji wystawia ciężkozbrojne kobiety z dobrych rodzin, z kupą hajsu, dla których problem aborcji z powodów socjalnych jest czystym zagadnieniem akademickim. Zakon Tolerancji posiłkują także Zagraniczni Goście spod sztandaru Europa da Się Lubić.
Wkurwia ponadto, bo jałowa dyskusja na nic się zda. Natomiast na przykład obniżenie podatków (co leży w kompetencji ustawodawcy) mogłoby taki problem usuwania ciąż znacznie ograniczyć. Jest to tematem na osobny felieton, ale w skrócie: niskie podatki = większa konkurencyjność polskiej gospodarki = szybszy wzrost gospodarczy = bogatsze społeczeństwo = mniej kobiet, które nie są w stanie utrzymać swojego dziecka. Proste. Wówczas, pozostałby jedynie problem kobiet, których stać na utrzymanie dziecka, nie był zgwałcone, ciąża nie zagraża ich życiu, dziecko jest genetycznie w porządku - ale one i tak nie chcą rodzić. Nie chcą, bo to ich ciało i tylko one mogą o nim decydować.
Paradoksalnie, ten feministyczny argument o wyłącznym rozporządzania swoim ciałem jest jedynym rzeczowym argumentem w tej całej dyskusji. I na nim należy poprzestać. I poprzeć.
Bóg (używając terminologii strony przeciwnej) stworzył człowieka na obraz własny i podobieństwo. Dał mu wolną wolę. Pozwolił grzeszyć. Człowiek obdarzony autonomią ma wyłączne prawo decydować o własnym życiu, zdrowiu i własnym ciele. To oczywiste. Jego życie, zdrowie i ciało nie należy do bliżej niezdefiniowanego kolektywu (Naród? Klasa społeczna? Grupa wyznaniowa? Państwo?) lecz właśnie do niego. Gdyby Stwórca chciał inaczej nie pozwoliłby biblijnej Ewie skosztować owocu z zakazanego drzewa. Jeśli wierzymy w Boga, to argument feministek że KAŻDY MA PRAWO DECYDOWAĆ O WŁASNYM ŻYCIU ZDROWIU I CIELE jest jak najbardziej słuszny.
Używając nieco odmiennej nomenklatury, można także stwierdzić, że drogą naturalnego, chaotycznego doboru (pozbawionego wszelkiego sacrum i myśli przewodniej) powstał na ziemi gatunek człowieka rozumnego - obdarzonego autonomią woli. Jednostki tego gatunku mogą swobodnie rozporządzać swoim życiem, zdrowiem i ciałem - nie patrząc się na dobro innych jednostek z tego samego gatunku. Tak się składa, że jest to korzystniejsze dla ludzi jako całości. Gdyby było inaczej Matka Natura wyselekcjonowałaby nas obraz mrówek, gdzie interesy poszczególnych osobników podporządkowane są kolektywistycznemu mrowisku. Jeśli zatem wierzymy w dobór naturalny, to argument feministek że KAŻDY MA PRAWO DECYDOWAĆ O WŁASNYM ŻYCIU ZDROWIU I CIELE jest jak najbardziej słuszny.
Na pytanie czy kobieta może wziąć siekierę i odrąbać sobie swoją rękę - odpowiem tak! Jest to zachowanie nad wyraz idiotyczne - ale jeśli sama będzie ponosiła konsekwencje takiego zachowania (gorsze zarobki, koszty leczenia, etc.) to czemu prawo ma jej tego zabraniać?
Natomiast kiedy przychodzi nam osądzać, czy dziecko narodzone, jednodniowe można zabić zgodnie powiemy: nie można. Skoro człowiek ma wyłączne prawo decydować o własnym życiu, to o życiu dziecka nie mają prawa decydować rodzice albo lekarz.
A co z aborcją? Teoretycznie odpowiedź jest banalnie prosta:
Jeżeli płód traktujemy jako pełnoprawnego człowieka, to nikt inny poza nim samym (to jest także matka) nie może decydować o jego życiu. Nawet jeśli ciąża ogranicza swobodę kobiety, to mamy do czynienia z kolizją dwóch dóbr ŻYCIA i WOLNOŚCI. Ustawodawca wybiera ŻYCIE i zakazuje ciąży.
Jeżeli płód uznamy za część ciała kobiety, to nakazywanie donoszenia ciąży jest faszyzmem w czystej postaci i ogranicza WOLNOŚĆ kobiety, nie chroniąc niczyich praw.
Problem w tym, że nikt nie potrafi jasno określić czy płód jest już żywą istotą czy tylko częścią ciała kobiety. Teraz nie potrafi.
Przyjmijmy, ze w roku 2107 naukowcy (ba! teolodzy, etycy i tak dalej) jasno określą, że życie ludzkie się zaczyna w dniu X. Jeżeli ustawodawca zakaże aborcji to ponosi ryzyko, że od chwili poczęcia do dnia X ograniczać będzie WOLNOŚĆ kobiety. Jeżeli postąpi odwrotnie, i zezwoli na usuwanie ciąży to na szali ryzyka kładzie ŻYCIE dziecka. Mając do wyboru ryzyko pozbawienia człowieka WOLNOŚCI albo ryzyko pozbawienia ŻYCIA w moim przekonaniu należy zaryzykować mniejsze zło - czyli na szali postawić WOLNOŚĆ kobiety a nie ŻYCIE dziecka.
Lubisz RPG? Więc tak: Idziesz podziemiami. Nagle korytarz rozgałęzia się. Napisy na drogowskazie głoszą: "Jeżeli skręcisz w lewo, to jeden z twoich towarzyszy może umrzeć. Jeżeli pójdziesz w prawo, to jeden z twoich kompanów może przypłacić to niegroźną lecz uciążliwą chorobą" Którą drogę byś wybrał?
Ustawodawca, dość racjonalnie skręca w prawo. Nie chcąc ryzykować ŻYCIA człowieka. I równie racjonalnie zezwala na przerywanie ciąży, gdy zagrożone jest ŻYCIE kobiety ciężarnej (co najmniej równowaga, jeśli nie przewaga dóbr). Jestem daleki od mentorstwa. Ale moim zdaniem, są to racjonalne, pozbawione emocji argumenty, na chłodno.
Drugim tematem jest eutanazja. Trzeba jasno powiedzieć, że znów cytując argument feministek, każdy jest panem swojego życia, zdrowia i ciała. Dlatego prawodawca, moim zdaniem jak najbardziej słuszny, NIE ZAKAZUJE samobójstw. Nie chodzi bynajmniej o to, że samobójcę i tak nie da się skazać! Gdyby bowiem samobójstwo było penalizowanym zabójstwem, to ustawodawca (kto usiłuje, odpowiada jak za sprawstwo) karałby za próby samobójcze. Czego nie robi!
Jeżeli ktoś chce siebie zabić - ma do tego prawo. Nie potrzeba do tego ingerencji osób trzecich. Nawet osoby całkowicie sparaliżowane mogą nie przyjmować jedzenia lub odmówić leczenia. I umrzeć.
Eutanazja idzie jednak o krok dalej. Osoba cierpiąca bojąc się samemu targnąć na własne życie (nie krytykuję tego, jest to całkowicie naturalna obawa) i upoważnia drugiego człowieka do zabicia samego siebie. Gdyby tak sprawę zakończyć, należałoby powiedzieć, że skoro człowiek jest panem własnego życia to ma także prawo do udzielania takich specyficznych pełnomocnictw.
Jest jednak i druga strona medalu: możliwe nadużycia. Może być tak, że zgoda na eutanazję do końca nie będzie świadomą zgodą (o co nie trudno przy osobie obłożnie chorej) a pokusy na osoby trzecie są dość oczywiste (kulejący system ubezpieczeń emerytalnych? prawa spadkowe? zdrowe organy osoby umierającej?)
Ustawodawca znów stoi w erpegowskim tunelu. Graczu, jeżeli skręcisz w lewo, to ryzykujesz, że jednego z twoich towarzyszy pożre ogr (zabije niechciana eutanazja). Jeżeli wybierzesz drogę na prawo, ryzykujesz, że jeśli twój towarzysz będzie śmiertelnie chory nie będziesz mógł go dobić. Przy czym on sam będzie mógł wziąć sztylet i zadać samemu sobie śmiertelny cios.
Gdy na szali jest absolutna wolność człowieka - ŻYCIE człowieka a na drugiej WOLNOŚĆ i to nie fundamentalna, lecz wolność jak w przypadku aborcji do usunięcia ciąży, lub jak w przypadku eutanazji wolność od strachu przed samobójstwem - to ja wybieram ŻYCIE.