Michaś Winnicki - Scholik 1
KAPITAN SCHOLIK
Przygoda pierwsza, w której Scholik pokazuje wyższość scholandzkiego systemu prawnego nad czymkolwiek, oraz udowadnia, że Sarmaci bandytyzm wyssali z mlekiem matki
-Wejdźcie, Scholik - twarde, zdecydowane słowa Generała von Keinschloss rozległy się w pokoju. – Siadajcie, rozumiecie Scholik.
Kapitan Scholik usiadł. Był taki wzniosły. I miał świeżo umyte zęby.
-Mam informację, że grupka sarmackich imigrantów...
-Wiedziałem...- westchnął Scholik
-Nie przerywajcie mi, Henryku Jurgenowiczu!- warknął gniewnie von Keinschloss – A więc, grupka sarmackich imigrantów, kręci, mówiąc językiem ulicy, jakieś wałki!!! Mieszkanie jakieś, rozumiecie, zajmują. Codziennie ktoś tam wchodzi, wychodzi, rozumiecie Scholik, jakieś cienie rzucane, tajemnicze jakieś pakunki, rozumiecie Scholik, no po prostu ciemne jakieś, rozumiecie, sprawki.
-Jaki adres, Panie Generale? Już tam pędzę!
-Czekajcie! –zawołał generał- Adres, rozumiecie Scholik, weźcie!
Błękitna, ekstrawagancka Skoda Rapid podjechała do zaparkowanego przy krawężniku Poloneza 1600. Z okna kierowcy wychylił się Kapitan Scholik.
-I co, Bombelstein? – spytał teatralnym szeptem, słyszalnym nawet 16 pięter wyżej - Co zaobserwowaliście?
- Mo więfie – mruknął grubawy aspirant Bombelstein z buzią wypełnionym bułką z serkiem scholanderkiem - Fi Farmafi to shą okhropnie zfemoralizofani jafyś!
- Przełknijcie żesz, Bombel, i mówcie składnie ! -No więc, Panie kapitanie, oni są okropni! – Aspirant gorączkowo ścierał z warg resztki sera. – Bez przerwy ruch w interesie. Widzę, że wychodzą z jakimiś pakunkami, wracają bez, kilka razy nawet samochód z pieniędzmi podjechał! Znaczy, proszę Pana Kapitana, jakiś grubszy szwindel!
- A zdjęcia? - Co, zdjęcia? - No, czy zdjęcia zrobiliście? - Zrobiłem- Bombelstein wręczył Kapitanowi plik fotografii.
Scholik rzucił na nie okiem. Od razu było widać, że w mieszkaniu Sarmatów dzieją się rzeczy straszne. Widoczne były sylwetki w oknach, wchodzące do bramy pary, pojedyncze kobiety, mężczyźni, niektórzy z psami. Wiele osób niosło w rękach dziwne przedmioty. U wielu widać było kieszenie wypchane przez portfele, czasem z tych kieszeni sterczał pojedynczy banknot.
Spojrzał w górę, na balkon obserwowanej kamienicy. Na nim dwóch Sarmatów rozmawiało o czymś przyciszonymi głosami. W pokoju obok różowe światło wyraźnie przebijało przez niekończące się story w kolorze ultramaryny.
- Wchodzimy- syknął Scholik.
Kilkunastu policjantów w kamizelkach kuloodpornych wysypało się ze stojącej obok, niepozornej Nyski. Scholik wyjął Makarowa, przeładował go i szybkim krokiem podążył na trzecie piętro.
Drzwi z hukiem pękły od uderzenia tarana. Kilkunastu zamaskowanych, uzbrojonych policjantów wpadło do środka.
- Na ziemię! Ręce do tyłu! – wrzaski funkcjonariuszy bezwzględnie zdekonstruowały ciszę. Scholik z rozwianą blond grzywą pędził na czele. Na podłodze leżało kilka skutych kajdankami osób.
W gabinecie generała von Keinschloss panował nastrój podniosły i radosny.
- Gratuluję wam, Scholik - tubalny głos Generała grzmiał w pomieszczeniu – Jesteście wspaniali, to wasz, rozumiecie Scholik, kolejny sukces!
- Tam od razu sukces, Generale – Scholik pokraśniał i uśmiechnął się.
- I powiedzcie, co oni tam robili, rozumiecie Scholik, w tym mieszkaniu, Ci Sarmaci?
- No jak to co, generale? Oczywiście, mieszkali bez meldunku.
Generał zmarszczył brew. Nie skomentował, ale informacja dzielnego Kapitana potwierdzała tezę, jaką wpojono mu już w szkole podstawowej.
Sarmaci zbrodniczość wyssali z mlekiem matek!