Michaś Winnicki - Krew pot i łzy 4
Krew, pot i łzy, cześć czwarta Autor: Michaś Winnicki
Szeregowy Kowalski wrzasnął „Niiieeeee!”.
Porucznik Krystyna Hasse, znana także w niektórych kręgach jako „Krwawa Kryśka” bez namysłu chlasnęła pejczem.
- Zamknij się, czerwona szmato! – ryknęła – I gadaj, gdzie jest „Wanda”!
- Nigdy ci tego nie powiem, ty niecna kobieto! – jęknął szeregowy, lecz były to już jego ostatnie słowa.
Porucznik Hasse odgarnęła stertę ludzkich wnętrzności i wyszła na dziedziniec. Chłodne powietrze w połączeniu w piękną panoramą Gór Kocich zawsze koiły ją po ciężkiej pracy.
Gdzieś w tych górach krył się towarzysz „Wanda” z niedobitkami swoich oddziałów. Zwycięstwo monarchistów było bliskie.
Potężny wybuch przygniótł ukrytą w okopach awangardę SAL do ziemi.
- Nie jest dobrze - wrzasnął major Nowicki – Południowy odcinek też padł! Zaraz tu będą ich czołgi!
Rozległe, z rzadka zalesione pola kilkanaście kilometrów od Acjo, były areną straszliwej bitwy.
Dzień wcześniej wojska dowodzone przez Hrabiego Czekańskiego, posługującego się li tylko francuszczyzną, fircyka oddanego Szatanowi, rozbiły pierwsza linię obrony i zamknęły pierścień okrążenia wokół miasta. Reakcyjna artyleria zdziesiątkowała nielicznych, dowodzonych przez majora Nowickiego obrońców. Była to kolejna klęska SAL. która z powodu braku amunicji, leków i innych niezbędnych środków oddawała pole w tej wojnie. Sarmacka Republika Socjalistyczna chyliła się ku upadkowi.
Major Nowicki, budzący strach u swych przeciwników wygrał już w tej wojnie niejedno starcie. Ale tym razem był bez szans.
Piotr Kozanecki stał na rozległym tarasie w Pałacu Książęcym w Grodzisku. W dłoni dzierżył złoty puchar wypełniony przednim scholandzkim rieslingiem, a w myślach radość wywołaną nadchodzącą klęską SAL.
Piotr Czarnecki, którym był jeszcze niedawno, odszedł już w najciemniejsze zakamarki jego umysłu. Ostatecznie zginął przed rokiem, kiedy to wszedł do jednego z głównych bunkrów SAL w okolicach Krezu, a następnie dał znak ukrytym w okolicy siłom monarchistycznym. Potem bez opamiętania ciął mieczem i strzelał do swoich dawnych towarzyszy broni. Napawał się tym, jakby chciał na zawsze wymazać działalność socjalistyczną ze swego mózgu.
Drzwi komnaty otworzyły się i do środka wszedł hrabia Helmut Czekański. Jego mysie oczka wciąż krążyły wokół, hrabia cierpiał bowiem na oczopląs, odkąd poszedł ostatnio na film pt. „Rogal – Reaktywacja”.
-Mam ważną wiadomość, Książę. -Zgoliłbyś ten kretyński wąsik, Helmut- mruknął Książę z wyraźną dezaprobatą.
Hrabia poczerwieniał i zasłonił górną wargę dłonią. Bardzo lubił swój wąsik i nie rozumiał skąd bierze się ta powszechna niechęć do tego uroczego kosmyczka. „W końcu el Presidente Jaszewski” –myślał –„Też ma wąs i to taki duży! Jakże ten Książę może tak ranić moje uczucia? Cholerny komuszy neofita!”.
- Oczywiście władco – Hrabia pokłonił się- Czy mam już iść po brzytwę?
-Nie! Najpierw powiedz po co tu przyszedłeś?
-Ach...no tak. Więc, przyszedł do Księcia list. Bez informacji o nadawcy. Kurier prosił, by oddać wiadomość Księciu do rąk własnych.
-Czy przysmażyliście kurierowi stópki?
- Ależ oczywiście! – Hrabia wyraźnie się ożywił – Najpierw podsmażyliśmy mu małpie stópki na patelni, potem poddusiliśmy w winie, na koniec podając pod beszamelem!
- COOOO? – ryknął Książę – Jakie małpie stópki?!
-Eeeeeee.....- hrabia Czekański był wyraźnie zbity z tropu- no kazał Książę podsmażać kurierom stópki, ale nic nie było o tym, jakie to mają być......
-IDIOTOOOOO!!!- ryknął Książę – Dawaj ten list i won!
Hrabia Czekański opuścił komnatę jak niepyszny. „Nic nie warta kreatura!” – pomyślał i podążył głównym korytarzem.
Książę rozpieczętował list. Kiedy przeczytał treść zachwiał się i oparł o stół, by nie upaść.
„Piotrze, spotkajmy się jutro w południe na uroczysku na Nizinie Wściekłego Psa. Odejdzie stamtąd tylko jeden z nas. Mimo wszystko pozdrawiam. Zenon.”
-WANDAAAA!!!!- ze ściśniętych ust Księcia wyrwał się tylko wściekły charkot.
CDN.