Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady” | POMF

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Michał Czarnecki - Jądro w ciemności 1-3

Część I

Misio wyjrzał z okna. Z kominów obozu buchał gęsty dym. Przypomniało mu to o śniadaniu, przygotowywanym przez porucznik Agatkę. - Przygotowałam Ci śniadanie, dym już bucha- powiedziała Agatka. Jak zawsze miała rozpiętą koszulę mundurową na nagim torsie. Jej piersi zdawały się mówić „Czuwaj!”.

Siadając przy śniadaniu zapatrzył się mimowolnie na wydatne piersi por. Agatki. Nie żeby go podniecały, przypominały mu jego rodzinny dom, a zwłaszcza żniwa, kiedy to okoliczne wieśniaczki żwawo zbierały słomę z pola. W przypływie tych wspomnień naszła go chwila na papierosa. Wyciągnął paczkę, wygrzebał jedną fajkę, odpalił i powoli zaciągnął się dymem tytoniowym. "Dobre te scholandzkie" - pomyślał, po czym zabrał się do spożywania śniadania. Mimo iż wojna rozpoczęła się niedawno, Misio zyskał już opinię dowódcy doświadczonego i agresywnego. Służba w sarmackiej piechocie zmotoryzowanej nie poszła na marne.

Po ostatniej akcji do kolekcji Misia dołączyła nowa para uszu scholandzkiego dowódcy. „Po co, głupcze, zbierasz te uszy?”- pytała go matka, jednak on niezrażony wciąż ucinał je po każdej bitwie i wkładał do przenośnej zamrażarki. Tak rodziła się jego legenda, było to konieczne z powodów promocyjnych. Pomysł odcinania uszu pochodził od kaprala Jurka, przed wojną szefa jednej z największych grodziskich agencji PR. Misio skończył śniadanie. Wiatr zmian wiał od strony Gór Kocich.

Wstał i leniwie podszedł do szafki. Nie była to szafa z prawdziwego zdarzenia, a ledwie nieoheblowany kredens. Jednakże trzymał w nim w nienagannym porządku poukładane ubrania. Nie chodziło mu jednak o odzież. Znalazł swój skórzany pasek oficera. Z boku paska zwisała kabura a w niej spoczywał zawsze wyczyszczony i gotowy do walki pistolet Luger. Misio dbał o niego, był dla niego praktycznie wszystkim co miał. Postanowił się wywietrzyć. Wychodząc z baraku wziął stojący przy drzwiach pistolet maszynowy. Było to jedno z jego zboaczeń. Zawsze był gotowy do walki, zawsze uzbrojony, nawet gdy chodził do sracza. Pamiętał przypadek pewnego sierżanta z siostrzanej kompanii, który poszedł się wysrać i został zadźgany przez dywersanta. "Przezorny kurwa żyje" - to było jego motto.

- Pójdę z Tobą, kapitanie - szepnęła porucznik Agatka. Spojrzał na nią z miłością. Służyła pod jego dowództwem jeszcze w piechocie zmotoryzowanej przed wojną. To ona odbierała z rąk Księcia list pochwalny za wzorową postawę w walce w imieniu całego 32 Gellońskiego Pułku Zmotoryzowanego. Miała kształtne sutki i wielką odwagę w serduszku. Wyszli więc razem, nie zważając na pierwsze krople jesiennego deszczu. Podwójny agent „Katarzyna” nie będzie czekał wiecznie. Tym bardziej, że nie lubi moknąć.

Część II

Mieli się spotkać w lesie, w opuszczonej chatcę leśniczego. Porucznik Agatka i Misio szli powoli uroczyskiem w stronę skrętu do dawnej leśniczówki. Misio zatrzymał się, wyciągnął papierosa i spokojnym, stanowczym głosem nie znoszącym sprzeciwu powiedział: - Poruczniku, dalej pójdę sam. Niech sierżant Petlura przyprowadzi 2 pluton jako moją obstawę, tylko niech zrobi to po cichu. Zaś ty pani porucznik zostańcie w obozie i pilnujcie obiadu - zakomenderował kapitan, po czym spokojnym miarowym krokiem ruszył w stronę leśniczówki. Peema miał przewieszonego przez ramię, mimo iż był odbezpieczony. Nie spodziewał się pojmania go, jednakże zachował odpowiednie środki ostrożności. Po 5 minutach marszu doszedł do leśniczówki. Sprawdził ją. Nie było nikogo. Tak więc spokojnie rozsiadł się przed wejściem i wyciągnął dropsy miętowe. Taak... Papierosy i dropsy miętowe były jego jedynymi nałogami.

Dwie godziny później zaczął się niepokoić. "Katarzyna" spóźniał się już o dwie godziny! Wcześniej nigdy się to nie zdarzyło. Zaczął podejrzewać kocioł. Już chciał wyjmować stację radarowo-nadawczą, ukrytą przemyślnie pod krzaczkiem jagód, kiedy nagle usłyszał: - Chodźże tu, bo już nie wytrzymuję ! Słuch go nie mylił. Był to głos "Katarzyny". Misio wszedł do leśniczówki i rozejrzał się. - Tu jestem - jęknął "Katarzyna". Misio podniósł głowę. "Katarzyna" wisiał na powale, wciśnięty między żyrandol a framugę okna. - Musiałem się ukryć. Podejrzewałem wsypę - powiedział zeskakując. Uszkodzona w bitwie pod Wagarią rzepka przemieściła się z chrzęstem, jednak agent zręcznie przemieścił ją z powrotem. Jak każdy podwójny agent miał na sobie paradny mundur sturmfuhrera armii scholandzkiej. Dla niepoznaki założył elegancką perukę marki "Strudelheim" i okularki lennonki wz. 1934.

- Spodziewałem się kobiety - rzucił Misio na dzień dobry. - Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma ! - riposta "Katarzyny" była szybka. Misio obejrzał sobie nowego agenta od stóp do głów. Nie wyglądał zbyt okazale, ale przecież był mieszanką Sarmaty i Scholandczyka. "Katarzyna" usiadł na stołku który podpierał drzw, wyciągnął piersiówkę i pociągnął łyk. W pomieszczeniu rozniósł się zapach wódki. Misiowi zebrało się na wymioty - nienawidził alkoholu. Powstrzymując pawia znalazł drugi taboret i usiadł spokojnie. - Nowy w interesie? - zapytał powoli. - Nie. Nowy w tym rejonie. Niezły bałagan żeś tutaj narobił. - Takie życie. Sie gra sie ma. Ale do rzeczy. - Za 2 dni linią kolejową Athos - Krez będzie jechał pociąg wyładowany amunicją i rannymi. Z informacji jakie posiadam wynika iż jest to amunicja przeznaczona dla oddziałów tłumiących partyzantkę gellońską. Dowództwo myśli, że to dobry cel na następną akcję. - Jakie dowództwo? - zapytał podejrzliwie Misio. - No dowództwo, sarmackie - niepewnie odpowiedział "Katarzyna". - Aha. Na tym terenie to ja jestem dowództwem ! - zdenerwowany Misio wyciągnął Lugera - Te sieroty co przegrały wojnę mogą mi tylko proponować. Naucz się tego bo skończysz szybciutko jako pokarm dla mrówek. - Spokojnie, szefie, ruhig! Nie ma powodu do nerwów. Akcja jest prosta jak pióro kukuła. Wystarczy znaleźć dogodne miejsce na zasadzkę i bach! Załatwione. Ludzi Ci zdaje się wystarczy? - Wystarczy - odpowiedział Misio bawiąc się pistoletem - Powiedzmy, że się zastanowię. - Zastanów się - "Katarzyna" wstał i ruszył do wyjścia. - Wiadomość zostaw w skrzynce kontaktowej numer 7. - Siódemka to ten pojemnik na zużyte miny przeciwczołgowe? - Tak jest. - Jeszcze jedno. Amunicja z tego transportu ma być przeznaczona dla oddziałów antypartyzanckich, tak? - Dokładnie tak. - A dla kogo przeznaczeni są ranni? "Katarzyna" umilkł na dłuższą chwilę. - Oni są dla...dla Wielkiego Wszechscholandzkiego Monstrum. Po raz pierwszy od czasu pierwszego transportu do obozu pod Misiem ugięły się nogi.

- Nie czas na pieprzenie. Trzeba do iść do roboty - powiedział pospiesznie "Katarzyna" i począł kierować się w stronę drzwi. - Czekaj - rzucił Misio tonem nie znającym sprzeciwu (rzucał nim często) - Czemu to robisz? - Co robię? - odpowiedział "Kasia". - No, to wszystko. Całą tą konspirację od siedmiu boleści. Czemu to robisz? Zastanawiałeś się nad tym? - zaczynał filozofować Misio. Im stawał się starszy tym częściej myślał nad życiem. - No robię to dla ojczyzny i dla kraju - odpowiedział bez namysłu "Katarzyna" - Pierdolisz. Na pewno masz jakiś inny powód. No ale spieprzaj do swoich scholandzkich przyjaciół. Do zobaczenia.

Część III

Sielankę rozmowy przerwał wybuch. - Wydałeś mnie kurwo ! - krzyknął Misio i pośpiesznie wyciągnąl Lugera. - Nie nie, przysięgam - stękał "Katarzyna". Przejmujące zimno lufy pistoletu Misia było środkiem skutecznie zmiękczającym przeciwnika i odbierającym mu wolę oporu. - Módl się, że to nic groźnego, bo... A z resztą, Ty dobrze wiesz co. Misio podbiegł do okna i szybko wyjrzał. Widać było tylko dym na polnej drodze. Nie był zadowolony. - Jaa pierdole... - rzucił przez zęby. Sekundę potem nie było go już w domku. Biegł co sił w nogach do miejsca wybuchu. Wiedział już, że to nie była zasadzka...

Na środku drogi widać było piękny lej od wybuchu. Dookoła unosił się kurz i inne przedmioty leśne. Misio uważne rozejrzał się po okolicy. Nie było nikogo i niczego co mogłoby spowodować wybuch. Chwilę potem dobiegł do niego "Katarzyna". - Cicho... - uciszył go Misio. Las dookoła był spokojny. Słychać było tylko krakanie wron. Jednak uwagę Misia przykuł cichy szelest w krzakach. Podbiegł szybko... i omal nie zemdlał z wrażenia. "Katarzyna" również.

Ich oczom ukazała się porucznik Agatka, a raczej to co z niej zostało. Cała dolna część ciała musiała zniknąć w wybuchu, widać było, że eksplozja dosłownie urwała jej obie nogi. Tam gdzie niegdyś były pośladki, teraz można było zobaczyć kawałki mięsa bezwolnie zwisające z reszty ciała. Żyła, ale widać było, że to jej ostatnie chwile. - Bo ja chciałam... Chciałam, żebyś się pospieszył... Obiad wystygłbył... - jęczała zwijając się z bólu. - Spokojnie, już spokojnie - uciszał ją Misio. - To już koniec... - wyszeptał "Katarzyna". - Trzeba... Już... Chwila... - jąkał się Misio. Obsesyjnie szukał swojego Lugera. Znalazł go, sprawdził czy naładowany i wycelował go w Agatkę. Trzymał go tak chwilkę, po czym opuścił go i popatrzył na "Katarzynę". Twarz Misia była blada i oblana potem. Nie wiedział co zrobić. - Masz, Ty to zrób - błagał "Katarzynę. - Nie mogę - odparł łącznik. - Strzelaj, kurwa ! - wrzeszczał Misio - Nie mogę ! - To ja to zrobię ! - strzał w głowę zakończył karierę pani porucznik.

- To przez te wasze scholandzkie miny. Co za gówno ! - rzucał Misio co chwilę, oglądając lej po bombach i resztki zapalnika. Widać było, iż jest to zapalnik od miny przeciwpancernej. Miał on wygrawerowane na czubku nazwę fabryki - Minen AG. - Nie umiecie odpowiednio ustawić zapalników, skoro nawet piechur może spowodować eksplozje miny przeciwczołgowej. Lepiej nie wiedzieć jakie są przeciwpiechotne... - Odpieprz się, wiesz ! Co mnie to obchodzi?! - zaczął wrzeszczeć "Katarzyna". - Co Cię to obchodzi? Że to dzięki twoim kumplom Agatka wyleciała w powietrze ! - To nie są moi kumple, rozumiesz? Jestem prawie takim samym Sarmatą jak ty ! - Spierdalaj... - Słucham? - Spierdalaj, zanim nie rozwalę Ci łba, rozumiesz? - powiedział spokojnie, acz stanowczo, Misio. - No dobra... Jeszcze mnie popamiętasz... - rzucił na pożegnanie.

"Katarzyna" już nie pojawił się w okolicy. Zginął tydzień później w nalocie bombowym. Także Misio miał mieć nowego łącznika. I co ciekawe - o tym samym pseudonimie...