Krzysztof Kowalczykowski - Tour z Pucharem V-Świata
Bohaterskie Miasto Wałbrzych
Monotonny szum silników transportowego C-130 ustawicznie powodował że moje powieki stawały się co jakiś czas ciężkie i zapadałem w niespokojne i krótkie drzemki. Z ostatniej wybudził mnie głos niewysokiego porucznika lotnictwa krzyczącego do Landgrafa Sobonia, że do skoku pozostały 3 minuty. To teraz jedyna względnie bezpieczna metoda dostania się do Wysokogórskiej Republiki Elfidy, która jest pierwszym punktem Tour z Pucharem V-Świata i którą odbywamy by promować wśród narodów szlachetną ideę współzawodnictwa sportowego. Zdecydowaliśmy nie podchodzić do klasycznego lądowania z uwagi na sąsiadujące z Gnomią państwo, które zazdrosne o zdobyty przez Valhallę puchar mogłoby spróbować zestrzelić nas podczas podejścia. Wstajemy wszyscy i zapinamy klamry na rurce biegnacej pod sufitem, sprawdzamy jakość zapięcia na plecach kolegi przed nami i czekamy na zapalenie się lampki. Zielone światło pojawia się wreszcie przed naszymi oczami i jeden za drugim wyskakujemy przez luk w czerń nocy. Najpierw kilku gnomich komandosów z obstawy, potem Landgraf Soboń, nasz król strzelców Matthias Ściera, wreszcie ja sam. Na zewnątrz ogarnia mnie cisza i tylko świst powietrza przypomina mi, że lecę w dół i za jakiś czas trzeba będzie otworzyć spadochron. Spoglądam na fosforyzującą wskazówkę wysokościomierza i pociągam za rączkę. Szum otwierającego się spadochronu przeszywa przestrzeń. Szarpnięcie. Za chwilę szybuję w dół rozglądając się za podświetloną polaną w podwałbrzyskim lasku. Po kilku minutach wszyscy jesteśmy na dole. Udało się.
Tow. gen. mjr mgr Waldemaria Depa-Zboynitzki de Pierdzimączka powitał nas wylewnie w bunkrokaplicy pod wezw. wandosł. Przemysława Przybyła. Nie minęło wiele czasu odkąd gościłem tu ostatni raz uczestnicząc w wyborze Idi Amina I, przy okazji której zostałem wyniesiony na stoliki barowe za uporczywe okazywanie zdolności proroczych w temacie piłki kopanej. Wymieniliśmy wandosławieństwa i wreszcie na spokojnie mogłem przyjrzeć się gnomiej architekturze sakralno-obronnej. Selekcjoner reprezentacji narodowej Valhalli Landgraf Piotr Soboń przywitał się z chórem gnomięcym i zawzięcie podpisywał fotografie i koszulki reprezentacji w rozmiarze XXS. Król Strzelców Mistrzostw V-Świata z rozdziawioną gębą podziwiał wnętrza i dał się nawet porwać na zebranie Starszych Pań Gotowych na Wszystko.
P.o. prezydenta Rządu Ludowego WRE kpt. mgr np. Leszek Jan Stanisław Eustachy Andrzej Bonawentura von Romocki Furst zu Birobidżan Ploretariacki und Wałbrzych siedział rozparty na kamiennej ławie w bunkrze Rady Niewysokiej i ze smakiem popijał kakao z przerobionego hełmu grenadiera Scholandzkiej Brygady Specjalnej. Siedziba parlamentaryzmu Elfidy świeciła pustkami - w związku z działaniami wyzwoleńczymi w Almerze obrady przeniesiono do tajnego bunkra znajdującego się gdzieś w okręgu pikożeńskim. Bonawentura był niezwykle przyjacielski, Serdecznie objął udo Landgrafa Sobonia gratulując mu sukcesu, z podziwem popatrzył na buty Króla Strzelców Matthiasa Ściery, do których nie miał nadzwyczajnie daleko i przyjął od naszej delegacji miniaturkę Pucharu wraz z koszulką reprezentacji Valhalli.
Wizyta na Cmentarzu Bohaterów Gnomii nawoływała do refleksji nad kruchością życia, zwłaszcza w v-świecie. Wszyscy jak jeden mąż zapaliliśmy znicze i złożyliśmy kwiaty, a Landgraf Soboń dodatkowo złożył kałasznikowa. Cześć Poległym Bohaterom!
Czarny transporter opancerzony w barwach 1. Dywizji Zmotoryzowanej "Gnomon" 2. Korpusu GAR zawiózł nas do bunkra wypoczynkowego, którego lokacji niestety nie mogę zdradzić. Gnomy stojące jeden na drugim patrzą mi przez ramię czy aby czegoś nie chlapnę. Bunkier jest bajeczny: spa, jacuzzi, baseny ze słodką i słoną wodą, łaźnie, sauny i darmowy bar, to tylko niektóre z atrakcji których tam nie znajdziecie. Jest za to kilka stołów tenisowych, kącik brydżowy i odbywający się codziennie turniej w bierki królewskie. Wyżywienie zapewnia filia jadłodajni z bunkra Rady Niewysokiej o wdzięcznej i jakże pobudzającej apetyt nazwie "Dekompościk". Za chwilę idziemy spać na łóżkach piętrowych - chcę zająć trzecie piętro, bo Landgraf Soboń na pewno będzie jeszcze wstawał coś wypić.