Damian Konieczny - Mirabile dictu 4
Rozdział 4
Dla zwykłego śmiertelnika, Pałac Książęcy w Grodzisku był miejscem tajemniczym i posępnym. To tam spotykała się na swoich wyuzdanych ucztach zdemoralizowana arystokracja, to tam podpisywano wyroki banicji, gdy Książe Piotr Mikołaj musiał odreagować przegraną partię szachów, to tam wymyślano casus belli kolejnych sarmackich agresji, to tam odbywały się polityczne gierki i zakulisowe romanse Kanclerza. Tak, przeciętnemu Sarmacie Pałac Książęcy kojarzył się źle, utożsamiał wszystkie błędy i wypaczenia sarmackiego reżymu. Jednakże dla Księcia Piotra Mikołaja, był najważniejszym miejscem na ziemi, liczne wspomnienia, zarówno te traumatyczne, związane z czasami w których monopolu na zamachy terrorystyczne nie miała zaprzyjaźniona z Księciem Fundacja Adam, jak i te błogie, a więc czystki w sarmackiej armii, pierwsze miłostki i łuny wybuchów w Starej Hucie podczas pacyfikacji strajku branży włókienniczej, były nierozłącznie powiązane z Pałacem Książęcym, to nie wszystko, wszak ta monumentalna budowla była dla bezkrwawego tyrana czymś więcej – domem. To prawda, mógł trafić gorzej, kilkadziesiąt prywatnych komnat, służba i stały dostęp do Internetu, to z całą pewnością warunki wystarczające do godnej egzystencji. Książe nie podzielał tej opinii, jego specsłużby doniosły już kilka miesięcy temu, że Król Dreamlandu ma w swoim pałacu lodowisko do gry w hokeja, zoo z prawdziwym tygrysem i plantacje tytoniu. Piotr Mikołaj całym monarchistycznym bytem, stanowczo protestował przeciwko brakom w swoim książęcym uposażeniu. Pan Mietek podejmował właśnie najważniejszą życiową decyzję, Hrabia prowadził telefoniczną konwersacje z Panią Zosią, Poseł Winnicki usiłował wydostać się ze swojego ciasnego pokoiku, miliony wyzyskiwanych mieszkańców Grodziska umierało, pod wpływem niewolniczej pracy, garstka sarmackich żołnierzy dokonywała rzezi scholandzkiej stolicy, Kanclerz usiłował przemawiać, a Książe... Słońce osiągnęło szczyt, w swojej odwiecznej wędrówce, rozpoczynało swobodne opadanie za linię horyzontu, gorąco było jak diabli, na szczęście okna książęcej sypialni, z których podziwiać można było zachodnie dzielnice Grodziska, nie były jeszcze zagrożone bezwzględnymi promieniami. Na wielkim, mahoniowym łożu z baldachimem, spała jutrzenka narodu, wiosna wszystkich Sarmatów, Książe Piotr Mikołaj, we własnej, monarchistycznej osobie. W tym miejscu, co bardziej wrażliwi czytelnicy, zapewne wiją się z obrzydzenia, niestety, nie ma co ukrywać, Gwiazda Polarna Grodziska i Acjo zwykła sypiać do późnych godzin popołudniowych, drwiąc przy tym nieustannie z tak zwanego szarego Sarmaty, wstającego skoro świt, tylko po to by kolejny raz udać się w stronę zakładu niewolniczej pracy. Tym razem jednak coś obudziło tyrana. I nie był to wskakujący przez okno tow. Wanda, jego czasy minęły bezpowrotnie. Sen despoty zakłóciły wyrzuty sumienia, nieodłączny towarzysz wszystkich monarchów, sumienie posiadających. Książe Piotr Mikołaj zaliczał się do tej szczuplutkiej mniejszości. Zerwał się z łoża, oddychając ciężko. Sen, kolejny koszmar, jeden z tych, które nawiedzały go od kilku dni. Mężczyźni w długich czarnych płaszczach, ten element snu Książe kładzie na karb oglądanego ostatnio Matrixa. Idą po niego. Idą przez ulice Grodziska. Wie że to Grodzisk, ale nigdy nie był w tej dzielnicy. Wie że idą po niego, ale nic na to nie wskazuje. W tle słychać najnowszy szlagier The Cramberies. Nie słyszał go nigdy, ale wie że to Cramberies, bo wszystkie hity Cramberies są takie same. Mają schowaną dobrze broń, mają zaciśnięte gardła. Pierwszy dzierży w dłoni butle soku marchwiowo-owocowego i śpiewa marsyliankę. Drugi i Trzeci trzymają się za ręce, wykrzykując idiotyczne slogany dotyczące równości. Zna ich, ale nie może sobie przypomnieć skąd. Czwarty to zagadka. Wie że jego imie to czterdzieści i cztery. Tylko i aż. Wie że ciąg dalszy nastąpi.