Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady” | POMF

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Damian Konieczny - Mirabile dictu 3

Rozdział 3

Michas Winnicki, poseł na sejm Księstwa Sarmacji, przeciągnął się w śnieżnobiałej pościeli. Był ranek, a zapach miejskich ścieków unosił się w powietrzu jak... ale to już było. Były także promienie kwietniowego słońca oświetlające dziewiętnastowieczną kamienice i mały, skromny pokoik na czwartym piętrze, skromny, nawet jak na warunki mieszkaniowe w Starej Hucie, po ostatniej reformie mieszkaniowej Kanclerza Czekańskiego. Był nawet, stojący na zbitej z desek szafce samowar, ale nigdzie nie było hrabiego. Dostrzegł to już także Michas, usiłując pogłaskać pekaesy kochanka, ręką trafił na ciepłą jeszcze poduszkę. Zerwał się, z niemal małżeńskiego łoża, dokładnie rozejrzał, w międzyczasie układając bieliznę i kilka elementów garderoby przyjaciela, cóż, pedantyzmu hrabiemu nie można było zarzucić. Inteligencji też nie. Drzwi były zamknięte na klucz, biorąc pod uwagę brak wytrycha, łomu, a co ważniejsze klucza wewnątrz pomieszczenia, stwarzało to istotny problem natury technicznej. Michas nerwowo spojrzał na zegarek, ten podły, zapewne scholandzki wynalazek nieubłaganie wskazywał 11:30 AM. Posiedzenie Sejmu odbywało się o 12:00. – trzydzieści minut – pomyślał roztropnie Poseł – mam jeszcze pieprzone trzydzieści minut. Pokoik był naprawdę mały. Rola małych pokoików w literaturze jest niezwykle istotna, że przytoczę tylko wynajęty pokoik Raskolnikowa, bez którego „Zbrodnia i Kara” nie trafiłaby do kanonu literatury światowej, czy komórkę pod schodami Harrego Pottera, bez której J.K.Rowling wciąż byłaby bezrobotna. I tym razem mały pokoik wypełnia swoją funkcję literacką wyśmienicie, bowiem Michas w ciągu ułamka sekundy znalazł się przy biurku, gdzie zwykł pisać manifesty. Michas uwielbiał pisać wszelkiego rodzaju manifesty, nieskromnie twierdził, że jest w tym dobry, podobnie jak w wysypywaniu na tory dreamlandzkich Malboro Light i układaniu populistycznych haseł. Biurko, to eufemistyczne określenie kilku zbitych razem skrzynek po importowanych z kolonii Baridas owocach cytrusowych. Na jego „blacie” leżała pomięta kartka papieru, a na niej jak się domyślacie, były litery. Cała kartka była zapisana koślawymi literkami. Hrabia nie opanował nigdy trudnej sztuki pisania w stopniu zadawalającym, wszak w jego żyłach płynęła błękitna krew. Michas za to całkiem nieźle czytał: „Kochanie, odwiedź mnie dzisiaj w pracy, błagam, to będzie taki nudny dzień, ale raz na miesiąc musze się tam pojawić, Pani Zosia wpuści Cię bez problemu, oczywiście pamiętaj o incognito, nazywasz się Roman i masz do mnie pilną sprawę.

PS: Klucz zostawiłem pod wycieraczką”

Ufff.... – Michas odetchnął z ulgą, rzucił się w kierunku drzwi i....oniemiał. Są różne hipotezy na temat ludzkiej inteligencji i minimalnego progu jaki ona osiąga, tow. Winnicki zapewne nie znał żadnej z nich. Zapewne także, kochał hrabiego miłością ślepą, bezbrzeżną. Tylko tak można bowiem wytłumaczyć ten irracjonalny ideologicznie i moralnie związek. Hrabia jest idiotą – zauważył mimo to Michas, podświadomie. Wycieraczka była po drugiej stronie zamkniętych drzwi. Zrezygnowany, usiadł na łożu, będącym świadkiem niejednej perwersji. – Ciąg dalszy nastąpi? – Pomyślał retorycznie.