Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady” | POMF

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Damian Konieczny - Mirabile dictu 2

Rozdział 2

Hrabia siedział przy dębowym biurku, na stylowym, czarnym, prawdopodobnie skórzanym fotelu. Nawet zakładając, że intelekt przeciętnego czytelnika nie dorównuje scholandzkiej ignorancji intelektualnej, nie da się ukryć tytułu szlacheckiego, ubranego w kiczowaty, różowy garnitur dżentelmena. Do bólu pospolita, nie zdradzająca najmniejszych oznak myślenia fizjonomia, rybie oczka, niezwykle dopasowane do jasnych, klasycznie tłustych włosów, pekaesów ala Arcyksiążę Konstanty i trupio bladej, nieświeżej cery, zdradzały szlacheckie pochodzenie. Złoty łańcuch zwieńczony olbrzymim ryngrafem z wygrawerowanymi znakami, układającymi się w dość jednoznaczny ciąg liter: „HRABIA”, nie pozostawiał złudzeń, co do stanu konta jegomościa w białych skarpetkach i czarnych, drogich butach, wszak hrabiowski tytuł sporo kosztuje.

Hrabia był zły. Nonszalancko przycisnął mały zielony przycisk umieszczony na interkomie made in Dreamland, z trudem wydobył z siebie artykułowany ciąg sylab - Pani Zosiu, jaki jest mój dzisiejszy plan zajęć? – zapytał delikatnym głosikiem, stękając przy tym i śliniąc się niewymiernie do treści wypowiedzi. Z głośnika dobiegł naszego bohatera męski głos - Khe, Khe, Khe, znaczy się, pyta Pan hrabia o jadłospis? – Znając poziom intelektualny szefa „Pani Zosia” mógł sobie pozwolić na cynizm. - Słucham? – Hrabia nie był typem miewającym przebłyski intelektu. - Ma się rozumieć, wasza wysokość, służę z radością - „Pani Zosia” był w świetnym humorze. Przez chwilę do uszu Hrabiego dobiegał szelest kartek, po czym „Pani Zosia” odchrząknął - Ekhm, ma Wasza wysokość pracowity dzień, śniadanie złożone z trzech dań, tradycyjnie o dziewiątej, potem chwila relaksu przed telebimem, codzienny program „Książe czy Kanclerz?”, obrady sejmu „Poseł Łaski: Reaktywacja”, a następnie kilka godzinek najnowszego reality show „Nasi chłopcy w Scholandii” na dzisiaj przewidywana jest rzeź Scholopolis. Następnie... – głos dobiegający z interkomu zamilkł na chwilkę, „Pani Zosia” wciągnął powietrze - O kurwa! Pan Hrabia ma petenta! Po raz pierwszy w tym roku, zapisał się pięć lat temu i zgodnie z najnowszym dekretem Księcia, nie możemy go odprawić z kwitkiem! - Jak to!? – hrabia nie krył oburzenia, aczkolwiek w jego głosie dało się odczytać strach. - Walka z bezrobociem, czy coś w tym temacie, były zamieszki w Starej Hucie, na prowincji w Acjo i Krez, wszystko przez tego skurwiela Winnickiego, odkąd wybrali go na drugą kadencje do sejmu, w głowie mu się przewróciło – „Pani Zosia” nie pałał miłością do Genseka KPS, przełknął łyk bliżej niezidentyfikowanego trunku, po czym kontynuował tyradę - Zaczął wysypywać na tory tony dreamlandzkich Malboro Light, blokować szosę Acjo – Grodzisk i krzyczeć na demonstracjach „Czekański musi odejść!”, jest posłem, więc zniknąć go jest niepolitycznie, a wszystkie próby kompromitacji spełzły na niczym, delikatnie zarzucili mu sodomię, ale okazało się, że w istocie jest pedałem! - On, on..... jest niesympatyczny... czy na tym polega zabawa w politykę? – Hrabia zawsze nazywał rzeczy po imieniu – Czy Książe nie mógł podać go do realnego sądu? - Ekhm... – „Pani Zosia” wyraźnie nie miał pojęcia co odpowiedzieć, postanowił więc kontynuować - Tak więc ten niesympatyczny skurwiel dał się we znaki wielu wpływowym ludziom, Książe po przeczytaniu kilku romansów stwierdził, że skoro wroga nie może pokonać, trzeba go polubić, i wydał ten nieszczęsny dekret, dotyczący walki z bezrobociem, jako że Pan Hrabia jest ministrem pracy, to na jego spracowane barki przypadł smutny obowiązek przyjmowania szukającej pracy hołoty, co gorsza, w dekrecie zapisano, że musimy przyjąć pięciu petentów rocznie! Dzisiaj o szesnastej przyjdzie pierwszy... - Nie rozumiem – Tak, trzeba to powiedzieć wprost – Hrabia był ograniczony intelektualnie, być może dlatego otrzymał ten resort. - Przyjdzie do Waszej Wysokości jakiś śmierdzący dziad i Pan Hrabia musi mu znaleźć jakąś prace, chodzi o efekt marketingowy, psychologia tłumu, filozofia optymizmu, czy coś w tym stylu, apropo... - „Pani Zosia” uwielbiał imponować znajomością wyrazów obcych – Nazywa się Mieczysław.

Hrabia wyłączył interkom, Zerknął na automatycznie uruchomiony telebim, był wściekły, a jednocześnie przerażony. Trwający już dobre kilka minut poranny blok programowy „Poranek z Wienkiem czyli jak uniknąć denuncjacji” został przerwany, na ekranie pojawił się mężczyzna, ubrany w wojskowy uniform „Łaski wiosna2004”, siedział przy zbitym z desek, stylizowanym na wojskowe biurku. Nad głową Kanclerza Czekańskiego, bo to właśnie on zakłócił program sarmackiej TVP1, wisiał portret Ottona von Bismarcka, Słońce narodu przemówiło, głosem do złudzenia przypominającym automat w Sarma Idea Call Center - Książe, Wysoki Sejmie, Mieszkańcy Księstwa... – ten fragment Kanclerz miał opanowany do perfekcji – Nastały... eeee... trudne, ciężkie czasy, eee.... Sytuacja militarna na froncie scholandzkim jest wysoce eee... radosna.... Nasi dzielni chłopcy.. eeee... palą, gwałcą i rabują... tfu... miałem zamiar powiedzieć... eee... niosą naszym kochanym scholandzkim braciom kaganek oświaty i cywilizacji, eee.. przypominam, okrzyk sarmackich korpusów inwazyjnych to „pokój, miłość, braterstwo”, Scholandczycy witają nas z eee... kwiatami, niestety.... eeee... nasze ten tego... sarmackie ideały, są zagrożone, tym... ee.. razem wkur... ekhm... obrazili nas niegrzeczni Dreamlandczycy, eee..... dee.. de... dementujemy, jakoby powodem operacji „Pal, Niszcz, Morduj”, był wysoce ujemny bilans handlowy z Dreamlandem, związany z importem olbrzymich.. eee.. ilości wyrobów tytoniowych, to zwykła pr.... prrr.... prowokacja! Dreamlandczycy muszą zostać ukarani! Eeee.... ponieważ, eee.... wspomagają...eeee... terrorystów na terenie kolonii Baridas! Ekhm... co ja miałem powiedzieć, ten tego... eeee..... aha... – Ciąg dalszy nastąpi.