Bruthus Perun - Spowiedź
Źródło: Wandea, 07.09.2007
http://www.wandystan.only.pl/wandea/index.php?co=20070907182618
Bruthus Perun Spowiedź el presidente...
Towarzyszki i Towarzysze!
W życiu rewolucjonisty przychodzi czasem taki moment, że trzeba wszystko rzucić w pizdu i jechać robić kolejną rewolucję. Bo rewolucjonista nie może nagle zasiąść w fotelu i karmić rybki. Rewolucjonista nie może na gruzach starych pomników zacząć budować nowe. Człowiek w kominiarce jest stworzony do burzenia i... być może nie potrafi budować skomplikowanych konstrukcji.
Do Wandystanu przyszedłem kuszony jego odmiennością. Już od pierwszych chwil, kiedy dowiedziałem się o istnieniu Mandragoratu, poczułem delikatny skurcz żołądka, który wołał "To jest to!", a było to jeszcze długo przed inkorporacją do KS, kiedy byłem przydupasem Czekańskiego, organizującym śmieszne konkursiki pod patronatem NZM. Kiedy tu przyszedłem, nie działo się nic specjalnego. Jeśli przychodziło kilka maili w tygodniu, oznaczało to, że jest cudownie i mamy wybitną aktywność. Oczywiście, teraz się z tamtych momentów śmieję, chociaż wiem, że twórcom Wandystanu do śmiechu wcale nie było, bo po inkorporacji Wandystan na pewien czas stał się enerdowem Sarmacji, z którego można było tylko spierdalać, albo zabrać się za pędzenie bimbru. I rozruszanie LDMW stało się jednym z moich celów. Bo skoro opuściłem starosarmację i , ciągle jeszcze w ramach KS, nie przeczuwając zmian, osiedliłem w MW, chciałem, by coś tu się działo. Nie ukrywam również, że była to dla mnie szansa zaistnienia w Księstwie Sarmacji, bo starosarmacja mnie nie doceniła, nie dostałem się dwa razy do Izby Poselskiej, a Minister Dziedzictwa Narodowego był ze mnie żaden, wydawałem tylko informacje o dopłatach, tak jak teraz postanowienia o powołaniu i odwołaniu tego i tamtego, co zarzuca mi Magov.
Po jako takim rozruszaniu MW doszedłem do wniosku, że chcę być prezydentem. Że to być może moja jedyna szansa, by uczyć się "na żywca" z wysokiego stolca (tak Ingavarro, można toczyć bekę ;) ). Wystartowałem więc w wyborach, kiedy startował Zaorski. Ale nie byłem jeszcze kumatym Wandem i po stanowczym i publicznym poparciu Zaora przez Kellera, zrezygnowałem. Zostałem komisarzem ds. kultury w jego RKL. Ale pod koniec prezydentury stałem się jego najgłośniejszym krytykiem i prawdopodobnie dzięki temu wygrałem wybory. Jak się okazało, w kluczowym dla Wandystanu momencie.
Tak, bawiło mnie napierdalanie w Sarmację. A raczej w starosarmację, bo wciąż czułem się Sarmatą, ale miałem dosyć zgorzkniałych Pampersów, Księcia na złotym tronie, który robił z siebie dobrotliwego i łaskawego nadczłowieka. Tak, złożyłem podwójną przysięgę, przysięgając wierność Wandystanowi. Składałem ją podwójnie, bo przypadkiem dowiedziałem się, że pierwszej PMK nie uznał. Złożyłem więc drugą, ale jeszcze dobitniej. Tak, wysadziłem pomnik PMK. Tak, chciałem "zwandeizować kurwa Sarmację" na złość bazyliszkom. I wściekłem się, gdy zostałem zatrzymany przez SRS. Świadomie i z pełną odpowiedzialnością przyczyniłem się do wandejskiego czerwca. Świadomie ogłosiłem niepodległość MW.
Co zrobiłem jako prezydent? W antysarmackim szale walczyłem z KS i nie uważam tego za coś złego. Zabrano mi w końcu moją tożsamość. Byłem Sarmatą mieszkającym w Wandystanie, nie godzącym się na taki, a nie inny system polityczny. Aż tu powiedziano mi, że jestem buntownikiem i zdrajcą. Jako prezydent starałem się podtrzymywać aktywność na LDMW. Czasami świadomie podejmowałem inne decyzje niż te, o których mówiłem, siałem zamęt i dzieliłem społeczeństwo sprawą sarmacką. Wszystko świadomie, mając nadzieję na aktywizację MW. I udało się, mamy pierwszy zaczyn politycznych sporów, pluralizm kwitnie. Wanda to nie beton. W OPM wywalczyłem zniesienie członków stałych.
Czy postawiłem na zagranicę zamiast na sprawy wewnętrzne, jak chce Magov? Nie. Aktywizowałem wewnętrze Wandystanu, jak potrafi rewolucjonista. A że działałem na zewnątrz? Młody organizm państwowy musi działać na zewnątrz. Musi się pokazać i zabiezpieczyć. Czasami musi coś przywłaszczyć, jak w przypadku ziemi niczyjej.
Co postanowiłem? Startować w wyborach nie będę. Moja chaotyczna i impulsywna osobowość nie nadaje się na budowanie stabilnego państwa prawa. Myślę, że śmiało można powiedzieć, że wraz z końcem mojej prezydentury Wandystan wychodzi z okresu sarmackiej rewolucji i wkracza na ścieżkę państwowej stabilizacji i racjonalnego zarządzania. I nieskromnie powiem, że nie będę miał za złe, jeśli okres mojej prezydentury będzie określany mianem "rewolucji peruńskiej".
W toku jeszcze kilka spraw. Kilka traktatów międzynarodowych, ożywienie RKL, powołałem niedawno Radę Polityki Zagranicznej, sam ograniczyłem prezydenckie zapędy zagraniczne, prosząc Churał o doktrynę PZ.
Odchodzę spokojny. O mój stary fotel będzie się ubiegać stary, doświadczony biurokrata, i młody, jeszcze kreatywny, mniej doświadczony biurokrata. Ktokolwiek z nich wygra, wkraczamy na tę samą ścieżkę. Chyba że pojawi się nowa twarz, a z radością w pałacu w Genosse zobaczyłbym Tow. Struszyńskiego, który podpisuje traktaty międzynarodowe kiszonym ogórkiem, wcześniej popijając z mojej ulubionej szklanki (wiadomo co). Kto wie, może Tow. Schafa zdecydowałaby się wziąć MW w swoje babskie rączki, ale nie znam jej jeszcze dobrze. Chociaż po jej pracy w RPZ wiem, że będzie politycznym zagrożeniem dla niejednego wandejskiego betona, o ile zechce jej się kuć beton.
Co będę robił? Mam fajkę i tytoń, a to już dobrze. Prawdopodobnie będę pisał do wandejskich gazet, może napiszę powieść o wandejskich bonzach na wakacjach, może zostanę papieżem, a może zajmę się rewolucyjną edukacją i spisywaniem najnowszych dokonań wandejskiej rewolucji. Na pewno będę wojownikiem o zniesienie podatków, zniesienie wynagrodzeń urzędników państwowych i znoszenie wszelkich regulacji państwowych ograniczających wolność jednostek. Kto wie, może Sarma MORD powysadza kilka rzeczy, powywieszamy kilku wrogów rewolucji, albo zabawimy się w straszenie politycznych przeciwników? W planie jest też partia polityczna, ale czy manarchiście (monarchistycznemu anarchiście, co brzmi w MW okropnie, ale oznacza umiłowanie wolności i życie w oparciu o rady autorytetów (i doskonalenie siebie w dyskusji z nimi), czyli "monarchów", a tych w MW mam przynajmniej kilku) wypada zakładać partię? Może bojówka wystarczy? W każdym razie, uważajcie na człowieka w kominiarce i z fajką. A gdybyście go spotkali gdzieś szlajającego się po zadupiach Genosse, Precelkhandy, Winnicy lub San Jang, profilaktycznie postawcie mu wódkę...
W tym samym dniu na LDMW obaj Mandragorzy napisali:
"W Mandragoracie Wandystanu konczy sie epoka. Polrocze rzadow Prezydenta Peruna. Prezydenta wybitnego. Prezydenta, ktory ponownie ozywil Ojczyzne. Prezydenta, ktory wywalczyl niepodleglosc. Dla wielu Prezydenta wszechczasow. W obliczu Wandy My Gwiazda Socjogramu i Jutrzenka Rewolucji Najjasniejszego Mandragoratu uroczyscie nadajemy ORDER CZERWONEJ GWIAZDY Tow. Bruthusowi Perunowi w podziekowaniu za pelnienie urzadu Prezydenta Mandragoratu Wandystanu w nadziei dalszych czynow tego urodzonego rewolucjonisty. Towarzyszu Perun Lud Pracujacy Wandejskich Miast i Wsi po wsze czasy wspominac bedzie twoje zaslugi."