Arkadij Magov - Zabrali mi brata
Była noc.
Z całą rodzinką wybraliśmy się na weekend do domu mojego towarzysza brata Peruna. Byłem ja, on i towarzysz ojciec też był.
Była noc.
Spaliśmy.
Byliśmy zmęczeni. Ciągłe łażenie po Grodzisku i wciskanie ludziom czerwonych ulotek z zaproszeniami do Wandystanu jednak męczy.
Była noc.
Spaliśmy.
Księżyc w nowiu.
Noc była cicha i spokojna. Ludzie spacerowali po deptaku, odwiedzali okoliczne kluby, pili piwo w miejscach do tego wyznaczonych, psy szczekały, koty wydawały z siebie dziwne dźwięki.
Była noc.
Spaliśmy.
Księżyc w nowiu.
I ciche pukanie do drzwi.
Ojciec się nieco rozbudził i podszedł otworzyć okno, bo duszno było. Jednak wrócił do łóżka, bo co on będzie w środku nocy latał jakimś dupkom drzwi otwierać.
Była noc.
Spaliśmy.
Księżyc w nowiu.
I ciche pukanie do drzwi.
I nagle drzwi trzasnęły, a do domu wpadli oni. Wbiegli do pokoju i szukali czegoś gnoje.
Kilka dziwnych cieni przewracało wszystko Chwyciłem za giwerę, żeby zabić powsinogów.
Perun wrzasnął "Co jest kurwa? Ja Was dam pod Sąd" I odrzekli mu z uśmiechem, że go wypierdalają stąd.
Odrzekli, że im wolno, że sam Władca za nimi stoi Odpowiedział, że nie wierzy, że Koniasa się nie boi.
Powiedzieli mu, że to nie Koniasa, a Księcia decyzja, a Prezydent w mig się wkurwił i zaczął go bryzgać.
Wyjął dowód zamieszkania, dowód i znak obywatela, to mu z ręki wyszarpnęli i zagrozili, że zaczną strzelać.
I krzyczeli "Wypierdalaj do Wandystanu, nie tu Twoje miejsce Już nie jesteś obywatelem i Książe cię tu już nie chce"
Chwycili go za ubranie i z nim wyszli tak jak stali A on biedny, w samej piżamie, nawet butów mu nie dali.
Więc wybiegłem z pokoju w ręce trzymając broń Nawet nie wiem kiedy pałka trafiła moją skroń.
Ojciec stał w oknie i płakał nad swym synem Co go gnidy zabrały, bo jest prezydentem, hej.
Dla brata, którego brutalnie wyrzucili z własnego domu w ogóle nie szanując jego własności i przywiązania do KS. Dla ojca, który musiał to widzieć i teraz płacze (Failte Radetzky;) )